Witam na stronie poswięconej naszej największej chyba pasji - rowerom. Początki
jak zawsze zupełnie niewinne, najpierw dzieci jeździły na trójkołowych rowerkach,
potem nauka na dwukołowych. Nawet po opanowaniu sztuki jazdy na "dorosłym
dwukołowcu" trudno jeszcze było mówić o jakiejś satysfakcji, bo małe wtedy nóżki
niewiele jeszcze mogły ukręcić. Kiedy Arek miał 5 lat, przesiadł sie na BMX-a, i
zaczął dość poważnie traktować pedałowanie. Niestety, Agnieszka młodsza o
ponad rok, nie była w stanie dotrzymać mu kroku na swoim malutkim rowerku,
zakładałam więc siodełko na swój stary komunijny rower Jubilat, i tak się zaczęło!
Naszymi pierwszymi trasami były nadmorskie szlaki, pomiędzy Dziwnowem,
Kamieniem Pomorskim a Pogorzelicą. To na nich dzieci nauczyły się dyscypliny jazdy,
nie zrażania sie trudnościami. Na nich trenowali umiejętne stosowanie przerzutek,
tak żeby były pomocnym narzędziem a nie jedynie eleganckim gadżetem. Do dziś
wracamy do tych miejsc, chociaż "strome podjazdy" jakoś dziwnie zmalały!
Chciałabym przedstawić tutaj trasy, które pokonaliśmy do tej pory. Zapraszam do zapoznania sie szczególnie tych, którzy boją się, że z dziećmi nie beda w stanie pokonać pewnych trudnosci. Postaram sie doradzić, o czym trzeba pamiętać, zabierając się na wyprawę z pełnym ekwipunkiem, i na jakie niespodzianki należy być przygotowanym.
Początki nie były takie łatwe, bo jak tu z małymi dziećmi pojechać w góry? Trzeba pamiętać, że to były lata dziewięćdziesiąte (dzieci to roczniki '91 i '92), w sklepach nie było właściwie żadnego wyposażenia. Zazdrościliśmy Czechom ich krzesełek, mocowanych do ramy pomiędzy kierowcą a kierownicą, rower jest wtedy znacznie stabilniejszy i łatwiejszy do prowadzenia, w Polsce wtedy nie do zdobycia. Mielismy własny patent, prowizoryczne siedzisko, na którym Bohdan woził Arka. Wyglądało to mniej więcej tak:
Potem było już tylko łatwiej, dzieci rosły i powoli przesiadały się na coraz większe rowery. Udało nam się uniknąć rozmiarów "pośrednich, a to dzięki znalezieniu roweru o bardzo silnie obniżonej ramie, i odwróceniu kierownicy wspornikiem do rowerzysty, co pięknie wyprostowało dzieciom plecy. Po kilku latach operacja została odwrócona, i jak to Arek określił, dopiero od tamtej chwili mogli poczuć sie jak 100% rowerzyści. Niewiele mam zdjęć z tamtego okresu, są to skanowane fotografie, i ich jakość jest jaka jest, ale miło mi pwspominać te nasze "pierwsze szlify".
Projekt strony i prowadzenie: Dorota Szadurska
Strona główna
Napisz do nas
Księga gości
Forum
Moja hodowla
Rowery
Góry
Kajaki
Linki