Szadurscy.pl
Koty brytyjskie pojawiły się w naszym domu najpóźniej ze wszystkich zwierząt, ale najbardziej i najpełniej zawładnęły naszymi sercami, do tego stopnia, że postanowiliśmy założyć małą, domową hodowlę tych zwierząt. W tej chwili mamy dwie kotki, widoczną po lewej stronie Clarę, i jej córkę Borgię, której zdjęcie prezentuję poniżej.
Clara jest Championem, wiec bardzo mnie cieszy fakt,
że podoba się nie tylko nam.
Borgia natomiast "przeskoczyła" swoją mamę, bo już jako kociak wygrała trzy wystawy, i znalazła sie w finałach wielu innych, w swoim kolorze pokonując niejednokrotnie starsze od siebie kotki. W chwili, kiedy to piszę, Borgia ma już tytuł International Champion, i 4 certfikaty na tytuł Grand International Champion.
Nie jest to jednak strona poświęcona jedynie kotom, jeśli trafiłeś tu gościu przypadkiem, w poszukiwaniu kociaka, zapraszam na stronę hodowli kotów brytyjskich Agilis Cattus*Pl.
Zwierzętami, które są u nas zdecydowanie najdłużej, bo właściwie przez cały okres naszego małżeństwa, są ryby. Mieliśmy zawsze kilka zbiorników z różnymi gatunkami, ale najbardziej zawsze urzekały nas pielęgnicowate. Dzieci mają swoje upodobania, Arek na przykład hoduje zbrojniki, Agnieszka uwielbia brzanki i bocje, a w naszym akwarium zawsze królowały pielęgnice. Piękne ryby, niezwykle rodzinne, wspaniałe do obserwowania. Oczywiście zawsze się chętnie rozmnażały, co niekiedy było bardzo kłopotliwe, bo co tu nagle zrobić z ławicą akar pomarańczowopłetwych albo trzema pokoleniami księżniczek z Burundii?
Dokładnie w tym samym roku, w którym urodziła sie Agnieszka, pojawiły się też u nas żółwie ozdobne, małe zielone żółwiki, które teraz zupełnie nie przypominają tamtych stworków. Okazały się być parą, więc też chciałyby się rozmnażać, i od czasu do czasu "uszczęśliwiają" nas składanymi jajami.

Obok jedyne udane zdjecie jednej z naszych traszek. Trzymane przez nas traszki to traszki Waltla, bardzo urokliwie i prawdziwie przedpotopowo wyglądające płazy. Dochowaliśmy się ich też w kilku pokoleniach.
Dwukrotnie ratowałam im życie, odnajdując je w trakcie krajoznawczo-rozpoznawczych ucieczkek z akwarium. Jedną z tych akcji ratunkowych zawdzieczają nasze traszki ... Clarze, bo to ona pierwsza zauważyła ich wędrówkę po pokoju, a próbując się "pobawić" zadziałała jak prawdziwy myśliwski kot i "wystawiła" wszystkie po kolei.
Chciałabym wspomnieć tu o jeszcze jednych zwierzętach z naszego domu, jedynych, których już nie mamy. To papużki nierozłączki, których parkę trzymaliśmy przez kilka lat. Odrabiały z nami lekcje (zamieszkały jeszcze w czasach studenckich), i na zawsze pzostanie mi w pamięci Papużek stukający dziobkiem w książkę, z której właśnie chciałam się uczyć, albo siedzący na ramieniu Bohdana i zaglądający, co ten mój mąż tam robi na stole kreślarskim. Tak już jest, że nie zawsze możemy mieć wszystko, czego chcemy, i papużek juz u nas nie ma, a teraz, kiedy w domu zapanowały koty, chyba już ich nie będzie...
To jedyne zdjęcie, jakie się zachowało z tamtych lat, rok 1990.
